Zaproś silną kobietę do siebie! [Wywiad]

O silnych kobietach, wcielaniu się w role królowej i międzypokoleniowej empatii rozmawiam z autorkami książki Nienasycone.

nienasycone_klaudia
Klaudia Iga Pérès jako Astrid Lindgren

Czyj to był pomysł, żeby stworzyć tę książkę?

Klaudia: Był wspólny! Rozmawiałyśmy przez telefon godzinami. Jedna z nas jest fotografką, a druga stylistką jedzenia. Uwielbiałyśmy ze sobą pracować i chciałyśmy zrobić razem coś artystycznego. Obie skończyłyśmy akademie sztuk pięknych – ja w Warszawie, a Marianne w Oslo – i ta sztuka w nas rezonowała. Zaczęłyśmy poszukiwać tego, co nas wspólnie inspiruje. Zawsze to były silne kobiety, elegancja i jedzenie, bo przecież w tym się specjalizujemy.

Marianne: Do tego chciałyśmy stworzyć coś innego. Chciałyśmy dać ludziom coś, czego nie ma na rynku i coś, co pokaże jak jesteśmy róźne. Klaudia jest fotografką specjalizującą się w portretach. Zastanawiałyśmy się jak połączyć portrety i jedzenie. Jak połączyć nasze bohaterki z jedzeniem. Jak w ogóle łączyć ludzi i jedzenie. Początkowo chciałyśmy zrobić jedną serię dla magazynu – portret i przepis. Na pierwszy ogień poszła Frida Kahlo, bo obie ją uwielbiamy. Inspirowała nas, kiedy jeszcze studiowałyśmy. 

Zaczęłyśmy szukać modelki, ale ponieważ nam to nie wychodziło to stwierdziłam, że to ja wcielę się we Fridę. To było zabawne! Klaudia stała się Marylin Monroe i zrobiłyśmy całą serię. Nagle okazało się, że mamy już pół książki. Dlatego wcale to nam nie zajęło tak długo, żeby wpaść na pomysł skompilowania tego materiału w książkę. 

Czytelnikowi chciałyśmy dać książkę, która jest podróżą w czasie przy boku jakieś bohaterki. Możesz zmieniać miejsce i czas przewracając karty książki. Możesz też przeczytać co nieco o tych kobietach i lepiej je zrozumieć. 

Wszystkie zdjęcia robiłaś Ty, nawet kiedy leżałaś na łóżku?

Klaudia: Tak, sama je robiłam. Nigdy nie przestałam być fotografką, więc…Marianne: Ja byłam jej żywym statywem! Klaudia stawiała laptopa, widziała się w nim, ustawiała odpowiednio siebie, światło, a kiedy potrzebowała mówiła „już”. Wtedy ja naciskałam migawkę, oglądałyśmy zdjęcie i powtarzałyśmy. 

Ja byłam stylistyką. To ja patrzyłam z daleka na to, jak wszystko wygląda. Przestawiałam, dodawałam. Zawsze byłyśmy my dwie. Wiedziałyśmy dokładnie, co każda z nas ma robić. Wiedziałyśmy, czym zajmuje się stylistka, a czym fotografka.

nienasycone_marianne
Marianne Pffefer Gjengedal jako Coco Chanel

Co było trudniejsze do przygotowania? Jedzenie czy portrety?

Klaudia: To zależy. Czasem jedzenie, a czasem portret. Kiedy musiałam wcielić się w seksbombę do której wzdychał cały świat czułam, że to trudne. Czułam się dziwnie, musiałam robić sexy miny. Jakoś bycie poważną i mądrą noblistką było łatwiejsze.

Marianne: Wstałam, upięłam włosy do góry, usiadłam przy stole, zrobiłam klasyczną „resting bitch face” i już. Wyglądałam idealnie! Mieliśmy piękne światło z okna. Maria Antonina była bardzo trudna, bo niezwykle ciężko pracuje się w gorsecie.

Klaudia: O tak! To było straszne, bo w tym gorsecie tak trudno się poruszać. 

Marianne: Jeszcze ten aparat daleko od nas, my dwie przed nim, stylizowałyśmy się same, robiłyśmy zdjęcie, przestawiałyśmy coś, zmieniałyśmy, kolejne zdjęcie, pytanie „czy wyglądam dobrze?” Nigdy nie mieliśmy asystenta ani asystentki. Tylko my dwie. 

Klaudia: Maria Antonina była najtrudniejsza! Pamiętam, jak Marianne robiła tort przez 8 godzin. Potem powiedziała, żebym wsadziła w niego palec mając minę mówiącą „w ogóle mnie to nie obchodzi, że spędziłaś nad tym pół dnia.” 


Marianne: Tak, chciałam, żeby była taka pewna siebie, żeby pokazała, że nic ją nie interesuje, że nie ma żadnego szacunku do cudzej pracy. Mówiłam jej ciągle „musisz to zrobić” Mieliśmy tylko jedno ciasto, więc musiała to zrobić dobrze. Od razu.

Klaudia: I od tamtej pory nie umyłam tego palca! W ogóle nie myślałam o ubraniu, a tylko o cieście.

Zjadłyście ten tort?

Klaudia: Zawsze wszystko jemy. Co to za przyjemność zrobić zdjęcia i nie zjeść?

Marianne: Robiłyśmy dwie wersje potrawy, robiłyśmy zdjęcia, a potem siadałyśmy na podłodze i to jadłyśmy. Dopiero potem robiłyśmy kolejne danie i kolejne zdjęcie. 

Klaudia: to było takie miłe..

Czy którąś bohaterkę, którą przestałyście lubić?

Klaudia: Nie zdążyłyśmy dokończyć Marii Skłodowskiej. Musiałyśmy już oddawać książkę do druku.

Marianne: To nie jest tak, że ich nie lubimy. Są silne i wspaniałe. Po prostu stosunek do jedzenia obu tych bohaterek jest nieco wątpliwy. 

Klaudia: Ja myślę, że po prostu może nam nie pasowały. Marianne mówi, że ona ich nie lubi. 

Marianne: Ja je szanuję za to, kim są i były, ale nie lubię ich stosunku do jedzenia. Taka jest prawda. A to miała być książka o kobietach i jedzeniu. Chciałyśmy pokazać prawdziwe kobiety i prawdziwe jedzenie. Przecież po tym, jak kto je i co je możesz dużo o nim powiedzieć. Co możesz powiedzieć  o nich? Że nie lubią jedzenia.

Czy naprawdę chciałybyśmy gościć i karmić te bohaterki? My w tej książce przede wszystkim nie odtwarzamy ulubionych przepisów bohaterek. My się nimi inspirujemy. Czytałyśmy o nich, oglądałyśmy ich zdjęcia, zdjęcia z ich czasów, książki kucharskie wydawane wtedy. Zadawałyśmy sobie pytanie co by im smakowało, gdybyśmy mogły je nakarmić. Co byśmy im podały? 

Nie googlowałyście ulubionych dań – takiej np. Bjork?

Klaudia: Oczywiście! Ale ona to jest trudny orzech do zgryzienia, bo bardzo ceni swoją prywatność i nie mówi o sobie. Nigdzie. Bardzo to szanujemy. Dlatego przygotowałyśmy dania dla niej. Czyli takie, które mogłyby jej przypomnieć o smakach z dzieciństwa, które by jej smakowały.

Kogo nie umieściłyście i żałujecie?

Klaudia: Marię Skłodowską! Miałyśmy taką wspaniałą sesję z koktajlami.

Marianne: Mata Hari! Oczywiście też Kleopatra. Egipskie jedzenie jest niesamowite, a ona była bardzo silna.

Klaudia: Ja bardzo się jej bałam. Jak mogłybyśmy ją przestawić, żeby nie wyglądała jak kiczowata bohaterka egipskich restauracji z lat osiemdziesiątych. Jak przedstawić to jedzenie… 

Czy chcecie zrobić kolejną książkę?

Marianne: Mamy wystarczająco dużo bohaterek i mamy kilka przepisów. Są tysiące silnych kobiet o których mogłyby powstać książki.

Klaudia: Przypomniałyśmy sobie robiąc tę książkę o naszych marzeniach z dzieciństwa. Każda z nas chociaż raz chciała założyć taką elegancką suknię z gorsetem, ubrać się w pióra i doświadczyć przepychu. Jak byłam mała to zawijałam się w kocyk i udawałam, że jestem jak Maria Antonina.

Wiedziałaś, że ją ścięto?

Klaudia: To było niesprawiedliwe.

Marianne: To było niesamowite, że pracując nad tą książką dowiadywałyśmy się strasznych rzeczy o naszych bohaterkach. Coco Chanel i Naziści, Astrid Lindgren porzucająca nieślubne dziecko. Na początku byłyśmy na nie wściekłe, ale potem przypominałyśmy sobie w jakich czasach żyły — zero antykoncepcji, mało praw, wielkie oczekiwania społeczne. Rozumiałyśmy jakie musiały podejmować trudne decyzje i jak inaczej patrzymy na to wszystko dzisiaj. Te biografie są przepełnione smutnymi dziećmi – dziećmi bohaterek lub bohaterkami będącymi dziećmi. 

Co powinna zrobić osoba, która dostanie tę książkę do ręki?

Marianne: Zastanowić się, którą bohaterkę lubi, a potem przygotować te dania i niejako zaprosić ją do siebie. Zrobić taki mały performance. Zastanowić się kim była, co lubiła, dlaczego do dzisiaj o niej pamiętamy.

Klaudia: Chciałabym, żeby poczuła, że nie ma w ręku kolejnej książki kucharskiej, a projekt artystyczny. Że kiedy wstanie rano czując się Marylin Monroe to może sobie zrobić godne śniadanie, a kiedy chce nakarmić rodzinę i przyjaciół to może poczuć się jak Julia Child. 

Nienasycone

Marianne Pffefer Gjengedal 

Klaudia Iga Pérès

wyd. Dwie Siostry 



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


page.php