Tęsknisz za chlebem?

Przez kilka lat opowiadałam turystom o tym, jak Polacy kochają swój chleb. Snułam przed nimi wizję kraju w którym kromka chrupiącego glutenu na zakwasie cenniejsza jest niż złoto.

Chleb dla Polaka to życie. Odchodząc od biblijnych paralel, chleb to ważny składnik diety. Statystyczny Polak zjada go około 45 kilogramów rocznie. Lubimy mówić, że najczęściej jemy go rano. Prawda jest taka, że niektórzy jedzą chleb trzy razy dziennie i potrafią kilka dni pod rząd odżywiać się wyłącznie kanapkami. Rodzajów pieczywa mamy tyle, że spokojnie można codziennie raczyć się czymś innym – żytnim, pszennym, orkiszowym, gryczanym, jaglanym, baltonowskim i okrągłym. Kanapki można zjeść szybko, nie trzeba ich podgrzewać, przy odrobinie wyobraźni mogą stać się prawdziwym dziełem sztuki kulinarnej.

 

Kiedy byłam dzieckiem babcia zawsze powtarzała mi, że chleba nie wolno wyrzucać. Symbolizował dobrobyt, więc wyrzucenie go miało oznaczać poważne kłopoty finansowe. Kromkę, która upadła należało podnieść, ucałować i oddać zwierzętom. Dzisiaj pieczywo jest, niestety, najczęściej wyrzucanym produktem spożywczym. Zwykle kupujemy go dużo, słabej supermarketowej jakości, po 2-3 dniach możemy nim wybijać szyby albo prowadzić eksperymenty pokazujące rozwój różnych form życia.

 

Wydaje mi się, że mało produktów tak mocno mówi o naszej tożsamości jak chleb.

Lubimy sobie czasem wszyscy ponarzekać w nowym miejscu – ludzie nie tacy, ciśnienie takie zmienne (ciśnienie to element o którym rozmawiają chyba tylko Polacy), wszystko można by znieść, gdyby chociaż był porządny chleb. To przywiązanie do chleba jest wręcz mitologiczne. Podobnie jak przekonanie, że najlepszy chleb pieką Polacy. Pamiętam jak prowadziliśmy kiedyś zagorzałą dyskusję z Amerykanką, Brytyjką i Francuzem o jakości pieczywa. Brytyjka musiała bronić się przed atakami na „sztucznie napuszone buły bez smaku”, Amerykanka na „pseudo rzemieślnicze bajgle pieczone w gigantycznych fabrykach”, a Francuz musiał bronić „rogalików francuskich głęboko mrożonych.” Konkluzja była jedna – wszędzie można dostać dobre pieczywo, jeśli pójdzie się do prawdziwej piekarni. I za nie zapłaci więcej niż w supermarkecie. Pytanie tylko czy to będzie to pieczywo za którym tęsknimy?

 

Od sierpnia jesteśmy w Danii i uważam, że jest to jedno z tych miejsc na świecie w którym Polacy nie mają na co narzekać. A przynajmniej nie na pieczywo. Duńczycy uwielbiają ciemne żytnie chleby na zakwasie wypełnione tłuczonym żytem i pestkami. Robią też lżejsze chleby w stylu naszego chleba baltonowskiego z dodatkiem karmelu (lub porządnej mąki z pełnego przemiału). Filozofię „bułkową” mają nieco inną niż my. Otóż w Danii je się otwarte kanapki i aktu tego dokonuje się sztućcami. Zwykle używa się ciemnego chleba, ale można też taką kanapkę zrobić z bułki. Warto więc, żeby i góra i dół smakowały tak samo. Dlatego niektóre bułki są całe otoczone makiem, inne (moje ulubione) mają na górze mak, a na dole pestki słonecznika, jeszcze inne wypełnione są tartą marchewką i pestkami słonecznika – dzięki temu dłużej są świeże i miękkie.

Brakuje mi tutaj porządnego chleba żytniego z miodem – takiego z pachnącą skórką i nieco wilgotnym miękiszem. Czasem miałabym ochotę na kromkę takiego prostego chleba baltonowskiego z odrobiną solonego masła (i ze szklanką mleka). To takie smaki kanapek u babci, wycieczek szkolnych, świąt i rodzinnych obiadów. W moim rodzinnym domu zawsze musiał być na stole chleb „biały” i „ciemny”. Właśnie za takimi typowymi białymi i ciemnymi chlebami czasem tęsknię. Podobnie za porządną kajzerką – taką białą bułeczką, której skórka pięknie ugina się i łamie pod naporem nożem, której nikt niczym nie posypał. Za taką bułą pszenną tęsknię. Tęsknię też za piekarnią w której panoszą się drożdżówki (na maśle!) z serem albo wiśniami. I za paniami, które pamiętają, zagadują, „grosik następnym razem”, „mamy nowe ciasto, może chce pani spróbować”. Jak przyjaciółka przysłała mi zdjęcie chlebów z dopiskiem „już tęsknisz?” to poczułam te wszystkie smaki. Od razu przypomniałam sobie te wszystkie chlebowe historie, ten chleb na ślubie, te opłatki symbolizujące dziele się chlebem, ten chleb dla gościa podawany z solą. Chleb to naprawdę życie.


Powiązane posty

Semifreddo z miodem pitnym

Semifreddo z miodem pitnym

Miód pitny to jeden z naszych ulubionych trunków. Degustujemy, porównujemy i dodajemy do różnych deserów.  Miód pitny w Polsce ma historię dużo dłuższą niż polska wódka. Już Piastowie raczyli się bursztynowym trunkiem. Miodosytnictwem zajmowali się głównie mnisi, którzy cierpliwie mieszali miód z wodą, podgrzewali go, […]

Chleb pszenno-razowy z kolendrą

Chleb pszenno-razowy z kolendrą

Jakiś rok temu zaczęliśmy piec własny chleb – prawdziwy, razowy, na zakwasie. Piekliśmy, piekliśmy, aż w końcu M. stwierdziła, że ma go dosyć i zaczęliśmy znowu kupować chleb w piekarni. Niedawno M. znowu stwierdziła, że ma dość – tym razem tego kupowanego, dmuchanego i  słonego […]



Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


page.php