Przystanek Tleń, czyli gdzie zjeść w Borach Tucholskich

Czy sześcioro dorosłych i ośmioro dzieci może wspólnie zjeść dobry obiad w restauracji? Oczywiście – i to w miejscu polecanym przez Slow Food.

Do Przystanku Tleń trafiamy z polecenia właścicieli Osady Słomiany Zapał. Niezobowiązujące drewniane wnętrze łączy w sobie restaurację, pensjonat i browar. Przed restauracją znajdują się stoliki dla amatorów świeżego powietrza z tucholskich lasów. Na tablicy przy drzwiach wypisane są dania dnia i desery. Jednego dnia królują jagody, innego bób i kurki. W Tleniu jemy dwa razy w ciągu tygodnia.

Wchodzimy do jasnego wnętrza w którym widać miedziane kadzie, które fascynują dzieci. Przystanek Tleń to przecież browar. Siadamy przy dużym stole i stajemy się spełnieniem najgorszego koszmaru kuchni – prawie każdy bierze co innego.

Zaczynamy od czekadełka – chleba z dodatkiem młóta i pesto z buraczków. Młóto to nierozpuszczalne drobinki słodu używane jako filtr w produkcji piwa. Dodane do chleba nadają mu słodyczy i charakterystycznego smaku. Pesto z buraczków jest rewelacyjne – czuć w nim świetnej jakości olej słonecznikowy. Znika w oka mgnieniu, bo okazuje się, że dzieciom smakuje nawet bardziej niż dorosłym.

Dorośli biorą porcję degustacyjną piwa – 3 lokalne piwa w kufelkach po 150 ml. Idealnie pasują do nich sery z Żura. Deska serów z Żura (36 PLN) położonego kilka kilometrów za Tleniem to ser kozi z kozieradką i ser piwny. Oba bardzo dobre i świetnie pasują do lokalnych piw. Różnorodność serów uzależniona jest od dostępności. Po serach próbujemy świetnych wątróbek smażonych w miodzie z czerwonym winem (16 PLN). Są miękkie i delikatnie słodkie, zupełnie nie przypominają koszmarnych twardych wątróbek ze stołówki szkolnej. Po nich następuje absolutnie objawienie i zakochanie od pierwszego kęsa – kaszanka w tempurze. Mówi się, że wszystko usmażone w głębokim tłuszczu jest lepsze. My dodajemy, że wszystko otoczone w grubej japońskiej bułce tartej jest lepsze. Kaszanka chrupie z zewnątrz i zaraz po ugryzieniu rozpływa się. Pure z pieczonego selera na którym jest podana nie ujmuje jej smaku, na szczęście. Za to marynowane cebulki i jabłko z gorczycą jest rewelacyjnym dodatkiem łamiącym nieco mdłą w swej naturze kaszankę.

Po przekąskach płynnie przechodzimy do zup. Żur na zakwasie z białą kiełbasą i jajkiem jest kwintesencją polskich smaków – delikatnie kwaśny z silną nutą wędzonego i majeranku. Wspaniały i treściwy. Grzybowa po borowiacku zachwyca ilością grzybów – jest intensywna, troszeczkę gęsta i raz po raz na łyżce trafiają się domowe kluseczki z dużymi kawałkami leśnych grzybów.

Dzieci zamawiają pierogi – z mięsem, jagodami i ruskie. Porcje są duże, bo składają się z ośmiu pierogów hojnie wypełnionych farszem. Mięsne i ruskie świetnie doprawione, z charakterem. Jagodowe mają troszeczkę za dużo mąki ziemniaczanej przez co wyglądają i smakują jakby były wypełnione kisielem. Ma to jednak olbrzymi atut – dzieci nie brudzą się jakoś koszmarnie.

Dorośli na dania główne wybierają pstrąga z okolicznego jeziora smażonego na patelni. Świeża ryba to mistrzostwo świata – kremowa, maślana, delikatna i pachnąca czystą wodą. Zachwyciła też dzieci. Flendzle borowiackie, czyli placki ziemniaczane, świeże, chrupiące z dobrą śmietaną. Po prostu, porządnie zrobione placki. Ale teraz czas na zachwyty absolutne: gęsie żołądki gotowane w piwie z kluskami i karkówka duszona w piwie. Żołądki były delikatne, miękkie, podane w lekkim sosie. Karkówka dosłownie rozpływała się w ustach – była długo pieczona, więc miała niesamowicie lekką strukturę. Naprawdę, rozpływała się w ustach.

Na deser wzięliśmy jagodowy sernik na zimno. Wyglądał jak deser zamknięty w kieliszku. Obłędnie delikatny i kremowy serek z olbrzymią ilością jagód podany był z chrupiącą orzechowo-młótowaną kruszonką. Dla sernika i kaszanki wróciłabym do Tlenia choćby dziś.

I małe post scriptum. Wszyscy byliśmy pod wrażeniem obsługującej nas pani kelnerki. Po pierwsze, zrozumiała specyfikę rodzin z dziećmi (czytaj: dzieci muszą dostać jedzenie w miarę szybko). Po drugie, była miła, stanowcza i pięknie opowiadała o daniach z karty. Po trzecie, mimo tych rozlicznych zamówień wszyscy jedliśmy w tym samym czasie. Dzięki kącikowi dla dzieci mogliśmy też przez chwilę pocieszyć się kawą pitą w towarzystwie dorosłych. Do domu zabraliśmy piwo (które można kupić na wynos) i konfiturę z truskawkową z szampanem robioną w Przystanku.

* Przystanek Tleń to browar. Próbowaliśmy różnych piw. Adam próbował, bo ja nie jestem smakoszką piwa. Jemu smakowały, ale ja mimo najszczerszych chęci niczego polecić nie umiem (bo  mimo licznych prób zaprzyjaźnienia się z tym trunkiem ciągle nam nie po drodze).

Przystanek Tleń
ul. Bydgoska 2
Tleń
www.przystanektlen.pl

Powiązane posty

Co zjeść w Białymstoku

Co zjeść w Białymstoku

Białystok to miasto naszego dzieciństwa i darzymy je szczególnym sentymentem. To przecież stolica babki i kiszki ziemniaczanej, orzeźwiającej buzy z kaszy jaglanej. To miejsce w którym ser koryciński jadło się zanim stał się hipsterskim wszędobylskim serem naszpikowanym ziołami prowansalskimi czy suszonymi pomidorami dla podbicia ceny. […]

Jak gotować i piec z amerykańskich przepisów?

Jak gotować i piec z amerykańskich przepisów?

Amerykańskie strony internetowe i blogi to niesamowita kopalnia kulinarnych inspiracji. Mieszkając w USA zauważyliśmy, że ich podstawowe produkty spożywcze są nieco inne niż polskie. Po powrocie próbowaliśmy odtwarzać nasze ulubione smaki, ale nie było to takie proste. Nasze rodzime produkty spożywcze zachowują się nieco inaczej. […]



2 komentarze “Przystanek Tleń, czyli gdzie zjeść w Borach Tucholskich”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *


page.php